czwartek, 14 sierpnia 2014

Od Jacka

Uniosłem ironicznie brew, patrząc kątem oka na Adeline która wyglądała na tak pewną zwycięstwa, że to aż przerażająco zabawne. Nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że robi się śmielsza z dnia na dzień i nie wiedziałem jak to rozumieć, więc ignorowałem to.
-Gotowa? - pytam, wzdychając w myślach. Gdyby powiedziała nie, byłbym wniebowzięty. Powiedz nie! Powiedzie nie!
-Start! - krzyknęła pewnym siebie głosem a ja tylko wzniosłem oczy ku niebu. Wystartowała pierwsza, niczym burza. Ja ruszyłem truchtem zbaczając z trasy i biegnąc swoimi ścieżkami, nie mal jak kot. Zacząłem biedź a za mną poruszała się smużka fosforującego błękitu. Uśmiechnąłem się pod nosem, przeskakując jedno z obalonych drzew. Deli miała może kilka sekund przewagi ale nie wygra. Dużo jej brakuje do starszego braciszka. Zbiegłem z górki i z opóźnieniem dotarło do mnie jaki dzisiaj mamy dzień, zwolniłem aż całkowicie się zatrzymałem patrząc w jakiś nie osiągalny punkt dla innych.
-Daj spokój, Jack! - rozległ się wesoły pisk, na co ja tylko buchnąłem śmiechem dalej ją łaskotając.
-Nie, następnym razem przemyślisz to dwa razy. - warknąłem nie przestając.
-Więcej tego nie zrobię! Obiecuje! Ale przestań, błagam! - przestałem a biała wilczyca siedziała mi już na plecach, była lekka lecz udałem, że jej ciężar powala mnie na ziemie. - A teraz ty obiecaj, że więcej mnie nie będziesz łaskotać! - rozkazuje szeptem przy moim uchu. Uśmiecham się kpiąco.
-Oczywiście, mała. - mruczę a ta chichocząc schodzi ze mnie i kładzie się obok mnie.
-Co robimy? - pyta a jej oczy błyszczą wesoło.
-A na co masz ochotę? - unoszę brwi, przekrzywiając głowę.
Zagryza wargę a ja się krzywię, już wiem co chcę robić.
-Nie ma mowy. - rzucam stanowczo wstając z ziemi, otrzepuje się z piachu i idę dalej.
-Oj, Jack! - biegnie za mną robiąc minę zbitego psa.
-Nie. - mówię przez zęby. - Ostatnio prawie straciłaś życie a tym razem...
-Proszę, Jack. Nic mi nie będzie...”


Dzisiaj żałuję, że się zgodziłem. Nigdy jej niczego nie odmówiłem, byłem zbyt zakochany a ona potrafiła owinąć mnie sobie wokoło palca. Przypomniało mi się o wyścigu, który swoją drogą nadal trwał. O nie, moja siostrzyczka nie może poczuć smaku zwycięstwa bo mi spokoju nie da. Ruszyłem biegiem, próbując nie poddać się kiepskim emocjom i nie wykorzystać mocy zamiast prawdziwych umiejętności Del, by mnie zabiła. Wybiegłem na ścieżkę, trafiając w ten sam moment co Adeline. Poczułem na sobie jej zdziwione spojrzenie i uśmiechnąłem się zwycięsko pod nosem. Meta tuż tuż, Del przyśpieszyła a ja z rozbawieniem zrobiłem także to samo. Ostatecznie moja łapa przekroczyła linię mety pierwsza. Oj, już widzę ten bunt Del..

[Adeline?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz