Uniosłem
ironicznie brew, patrząc kątem oka na Adeline która wyglądała na
tak pewną zwycięstwa, że to aż przerażająco zabawne. Nie mogłem
wyzbyć się wrażenia, że robi się śmielsza z dnia na dzień i
nie wiedziałem jak to rozumieć, więc ignorowałem to.
-Gotowa?
- pytam, wzdychając w myślach. Gdyby powiedziała nie, byłbym
wniebowzięty. Powiedz nie! Powiedzie nie!
-Start!
- krzyknęła pewnym siebie głosem a ja tylko wzniosłem oczy ku
niebu. Wystartowała pierwsza, niczym burza. Ja ruszyłem truchtem
zbaczając z trasy i biegnąc swoimi ścieżkami, nie mal jak kot.
Zacząłem biedź a za mną poruszała się smużka fosforującego
błękitu. Uśmiechnąłem się pod nosem, przeskakując jedno z
obalonych drzew. Deli miała może kilka sekund przewagi ale nie
wygra. Dużo jej brakuje do starszego braciszka. Zbiegłem z górki i
z opóźnieniem dotarło do mnie jaki dzisiaj mamy dzień, zwolniłem
aż całkowicie się zatrzymałem patrząc w jakiś nie osiągalny
punkt dla innych.
„-Daj
spokój, Jack! - rozległ się wesoły pisk, na co ja tylko buchnąłem
śmiechem dalej ją łaskotając.
-Nie,
następnym razem przemyślisz to dwa razy. - warknąłem nie
przestając.
-Więcej
tego nie zrobię! Obiecuje! Ale przestań, błagam! - przestałem a
biała wilczyca siedziała mi już na plecach, była lekka lecz
udałem, że jej ciężar powala mnie na ziemie. - A teraz ty
obiecaj, że więcej mnie nie będziesz łaskotać! - rozkazuje
szeptem przy moim uchu. Uśmiecham się kpiąco.
-Oczywiście,
mała. - mruczę a ta chichocząc schodzi ze mnie i kładzie się
obok mnie.
-Co
robimy? - pyta a jej oczy błyszczą wesoło.
-A
na co masz ochotę? - unoszę brwi, przekrzywiając głowę.
Zagryza
wargę a ja się krzywię, już wiem co chcę robić.
-Nie
ma mowy. - rzucam stanowczo wstając z ziemi, otrzepuje się z piachu
i idę dalej.
-Oj,
Jack! - biegnie za mną robiąc minę zbitego psa.
-Nie.
- mówię przez zęby. - Ostatnio prawie straciłaś życie a tym
razem...
-Proszę,
Jack. Nic mi nie będzie...”
Dzisiaj żałuję, że się
zgodziłem. Nigdy jej niczego nie odmówiłem, byłem zbyt zakochany
a ona potrafiła owinąć mnie sobie wokoło palca. Przypomniało mi się o wyścigu, który swoją drogą nadal trwał. O nie, moja siostrzyczka nie może poczuć smaku zwycięstwa bo mi spokoju nie da. Ruszyłem biegiem, próbując nie poddać się kiepskim emocjom i nie wykorzystać mocy zamiast prawdziwych umiejętności Del, by mnie zabiła. Wybiegłem na ścieżkę, trafiając w ten sam moment co Adeline. Poczułem na sobie jej zdziwione spojrzenie i uśmiechnąłem się zwycięsko pod nosem. Meta tuż tuż, Del przyśpieszyła a ja z rozbawieniem zrobiłem także to samo. Ostatecznie moja łapa przekroczyła linię mety pierwsza. Oj, już widzę ten bunt Del..
[Adeline?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz